***
trzeba mi wspomnień przycichłych co w chacie wyrosły
pachnących maciejką i miętą pośród źródeł gdzie kamienie
zmarszczone wystają a kuse płoty mchy przednocne przędą
trzeba mi oddechu głębokiego nocą gdy gwiazdy w bezsennej
polanie się płożą gdy za ręce chwyta obłok dziwnie jasny
jakby ktoś mu mleka nalał w zbyt ciemne przestworza
gdzie tęsknotą malowane cienie na skrzydłach przykrótkich
się wznoszą nad losem a ochrypły księżyc u stóp progu
przysiadł wśród desek skrzypiących nielirycznym głosem
gdzie czas się zatrzymał przy wyjściu z chlewika w wianku
żniwnym wiszącym u powały wśród dróg polnych zdreptanych
przez przeszłość i w saganach na czas głodu nazbyt śmiałych
bo jeśli nie wspomnień to czego mi trzeba przecież nie piachu
którym tuż po zmroku przysypią zbyt śpiesznie garścią pełną
nieba przygarbione ślady siermiężnych pór roku
2.IX.2008
trzeba mi wspomnień przycichłych co w chacie wyrosły
pachnących maciejką i miętą pośród źródeł gdzie kamienie
zmarszczone wystają a kuse płoty mchy przednocne przędą
trzeba mi oddechu głębokiego nocą gdy gwiazdy w bezsennej
polanie się płożą gdy za ręce chwyta obłok dziwnie jasny
jakby ktoś mu mleka nalał w zbyt ciemne przestworza
gdzie tęsknotą malowane cienie na skrzydłach przykrótkich
się wznoszą nad losem a ochrypły księżyc u stóp progu
przysiadł wśród desek skrzypiących nielirycznym głosem
gdzie czas się zatrzymał przy wyjściu z chlewika w wianku
żniwnym wiszącym u powały wśród dróg polnych zdreptanych
przez przeszłość i w saganach na czas głodu nazbyt śmiałych
bo jeśli nie wspomnień to czego mi trzeba przecież nie piachu
którym tuż po zmroku przysypią zbyt śpiesznie garścią pełną
nieba przygarbione ślady siermiężnych pór roku
2.IX.2008







